czwartek, 10 stycznia 2013

Girls czyli dziewczyny nadczłapują

Jednym z moich największych bolączek telewizji jest brak dobrych postaci kobiecych. Większość z nich mieści się w prostym podziale: albo są słodkimi idiotkami albo niczym Mulan próbują wywalczyć miejsce w męskim świecie (agentki FBI i inne związane z przestępstwami często mają taką przypadłość) przy okazji gubiąc wszelkie emocje. A gdzie reszta, a właściwie większość? Do tej pory jedynie bohaterkom Six Feet Under oraz Nurse Jackie udało się uzyskać 10/10 w mojej skali sympatii. Wciąż jednak czekałam jednak na postacie w moim wieku i podobnej sytuacji życiowej.

Rok temu w końcu nadeszły Girls. A właściwie nadczłapały, bo to nie jest triumfalny przemarsz w drogich butach po Manhattanie , to nie bieganie ze ścierką po przedmieściach ani nawet swobodne wejście na kawę do małej knajpki koło schodów. Dziewczyny piją kawę w kuchni gdzieś na Brooklynie mając na sobie przedziwne ubrania. Całkiem niedawno skończyły dwadzieścia lat i walczą z ostatnim etapem dorastania.

Przyjaciółki w całej swojej (nie)okazałości.

Gdybym miała opisać dwoma słowami odczucia przy oglądaniu perypetii moich równolatek, użyłabym określenia "dziwaczność i zażenowanie". "Dziwaczność i zażenowanie" w wynajmowanym mieszkaniu, w trakcie seksu, na bezpłatnym stażu i podczas przyjęcia. Błędy młodości stają się eufemizmem na błędy z zeszłego półrocza. Ambicje odwracają się przeciwko bohaterkom, a ich dawni znajomi idący po mniejszej linii oporu odnoszą większe sukcesy. Z perspektywy każdej z nich, to pozostałe mają lepiej. Przy okazji zmagań z własnymi problemami zderzają się z kłopotami lub sukcesami swoich przyjaciółek. Relacje między nimi nie są łatwe. Dziewczyny mają trudne charaktery i rzadko pamiętają o tym, że czasem wypadałoby zamilczeć. I nie sposób też nie wspomnieć o dużej ilości nagości, która odbiega od standardów estetyki. Na tym jednak polega cały urok tego serialu: na jego surowości i autentyczności.

Główna bohaterka i jej wybranek jedzą śniadanie.
Produkcja odniosła duży sukces (wśród tych, którzy ją zrozumieli ) i twórczyni serialu, Lena Dunham została ogłoszona głosem pokolenia. Nic zaskakującego. Serialiki o liceum miały swój urok do pewnego momentu, a później nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Poza tym produkcje młodzieżowe mają za zadanie motywować i pokazują, że wszystko jest możliwe. Szesnastoletnia bohaterka  Jane by design świetnie się uczy, zarabia mnóstwo pieniędzy i biega na randki wyglądając jak milion dolarów - oglądając ją można się po prostu sfrustrować, zwłaszcza, gdy czeka się na telefon od potencjalnego pracodawcy/kochanka równocześnie "robiąc coś na uczelnię". Z drugiej strony mamy produkcje o ludziach, którzy mogliby spokojnie rezerwować salę na czterdzieste urodziny, ale udają że mają lat dwadzieścia dziewięć i pół. Girls wypełnia tę lukę i robi to w świetnym stylu, a HBO po raz kolejny podpisało się pod dobrą produkcją.

Niedługo drugi sezon tego niesamowitego serialu - najwyższy czas aby obejrzeć sezon pierwszy. Mężczyźni też - może zostaniecie pionierami w rozumieniu kobiet.